Od rana do nocy kociokwik…

14 maja 2014 Tags:, , , , ,
komentarze: 0

Czy macie może wrażenie, że od rana do nocy potykacie się o własne koty? Że są wszędzie? A jak aktualnie nie można ich znaleźć, to tylko taka gra w szukanego, która ma na celu doprowadzić nas do zawału, że kotuś nam właśnie poszedł w niezaplanowaną podróż przez niedomknięte drzwi…

 

667ab4c7b4f14437b3fb6a64199e383d

 

Ja tak mam. Oto opis jednego z moich poranków. Wszystkie opisane poniżej wydarzenia są prawdziwe. Nic nie zostało zmyślone. Same fakty. Nagie i autentyczne 😉 Wstaję rano, nieprzytomna czołgam się do łazienki, przez półprzymknięte oczy widzę na środku podłogi kupę. No tak, kupę. Mam szczęście, bo mąż jej nie zauważył, ale też jakimś cudem ominął. Nagle jasne się staje, dlaczego nad ranem obudziło nas głośne drapanie w kuwecie. Nasz kot ma skłonności do energicznego kopania, dzięki czemu czasem mu coś wypadnie… I jest wstyd, więc stara się to „coś” ukryć i jest przy tym dość pomysłowy. A to zakopie w dywanik, a to przykryje gazetą. Tym razem zostawił na widoku, ponieważ ze względu na głośne zachowanie w łazience, które nas obudziło dostał lekką reprymendę. Niestety kupa sobie przeleżała do rana. Sprzątam. Idę nastawić kawę. Znoszę cierpliwie wrzaski i pretensje, że balkon jeszcze zamknięty. Otwieram balkon. Słyszę BUM, PLASK, TRACH. Wychodzę na balkon, sprzątam resztki doniczki, przesadzam kwiatka, przestawiam kota, który mi pomaga. Kawa kipi. Ciśnienie nadal mam nad podziw niskie. Nie czuję nawet cienia zdenerwowania. Ba! Cieszę się, że resztki doniczki przydadzą się na zatykanie dziur w innych doniczkach. Wracam do kawy.  Znoszę cierpliwie wrzaski i pretensje, że mleko jeszcze nie nalane do miseczki. Co jak co, z mięsa Tosia może zrezygnować, ale nie z porannego mleczka. Mam tak samo z kawą, więc ze zrozumieniem nalewam kawy… tfu! MLEKA! Nalewam mleko do filiżanki. Siorbię gorącą kofeinowy napar bogów i lecę pod prysznic. Na luksusowej deszczownicy już siedzi rudy cień i gapi się na mnie z góry. No cóż, przecież deszczownica ma jedną funkcję – podestu dla kota. Myję się spokojnie będąc obserwowana przez dwie pary uważnych oczu. Mistrz rozrzucania kup jest również na swoim posterunku. Ubieram się. Czas na namalowanie sobie twarzy. Wyciągam kota z szafki. Wyciągam też koszyczek z kosmetykami. Z koszyczka wyciągam kota. Z kota wyciągam pędzelek do cieni. Już prawie wyglądam przepięknie. Znoszę cierpliwie wrzaski i pretensje, że ta gumka do włosów, to jednak powinna się kotu należeć. Koty znikają. Idę do sypialni. Kot jest na łóżku, już przyszedł czas na ich poranną drzemkę. Ryża śpi na kocyku, Czarny… Gdzie Czarny? Ale przecież ja zamknęłam szafę! To czemu drzwi są uchylone? Ha! Wyciągam kota z szafy. Znoszę ciężkie spojrzenie bursztynowo-zielonych oczu. Pora wychodzić z domu. Wynoszę koty z sypialni…

 

c35252b49a7cc654e012aa0ed1cacc2b

c00c5d76baa168893fda920f017ecbfd

aa31b3d3fa9437b6f43636462d75f221

ad89a0f34c78faad9d0bb47d08d8c9da

a0537c181c921233ffe6a6246e7ba80c

60e534feefea88b85319d80410e47eef

8c0c9b3997033c06a7a1b804cec27589

 

Jeszcze tylko rzut oka, czy kot gdzieś nie zamknięty jest. Tak na wszelki wypadek.
Kota to można wszędzie znaleźć: w szafie (wchodzi niezauważony jak cień), w koszu z brudną bielizną (potrafi jakimś cudem tak położyć przykrywkę, że wygląda na nieruszaną), w łóżku, za łóżkiem, na łóżku, na meblach w pokoju, na balkonie, na szafkach w kuchni… Czasem bywa nawet na swoim posłaniu! Poważnie 🙂

Najmilej jest, jak się kładę i natychmiast mam na sobie lub przy sobie moje kochane futra. Grzeją, kochają i przytulają. Zdarzają się też takie sytuacje, jak ta poniżej. Mąż mnie zabije, za upublicznianie:

Mąż siedzi na tronie z komórką w dłoni i się relaksuje. Zazwyczaj troszkę mu schodzi. A po fakcie:

– Kochanie, jak ja mam wstać?

-??? Normalnie?

– Kiedy Tośka zasnęła w moich spodniach znowu!

-…

 

Dzisiejszy post ilustrują świetne prace Nicole Wong. Więcej informacji na jej temat i portfolio znajdziecie TU.

 

 

Dodaj komentarz

Musisz być zalogowany by móc komentować.