polskie koty jedzą polskie jabłka

10 sierpnia 2014 Tags:, , , ,
komentarze: 0

Tosia i Antek też chcą się włączyć w akcję „Jedzmy polskie jabłka”! Przy okazji pamiętajmy, że z naszych jabłek zrobimy najlepszy kompot na świecie i najlepsze ciasto na świecie – szarlotkę 😀

 

 

 

Antek i Tosia jedzą polskie jabłka

Antek i Tosia jedzą polskie jabłka

 

Przepis na kompot z jabłek: Weź kilogram antonówek lub innych obecnie dostępnych polskich jabłek. Pokrój na ćwiartki i wytnij nasiona. Możesz zostawić skórkę, tylko pamiętaj, żeby jabłka umyć. Dodaj cukru odrobinę (wszystko zależy jak słodkie są jabłka i jak kwaskowy kompot chcesz mieć), zalej wodą i zagotuj. Smacznego!

 

Od rana do nocy kociokwik…

14 maja 2014 Tags:, , , , ,
komentarze: 0

Czy macie może wrażenie, że od rana do nocy potykacie się o własne koty? Że są wszędzie? A jak aktualnie nie można ich znaleźć, to tylko taka gra w szukanego, która ma na celu doprowadzić nas do zawału, że kotuś nam właśnie poszedł w niezaplanowaną podróż przez niedomknięte drzwi…

 

667ab4c7b4f14437b3fb6a64199e383d

 

Ja tak mam. Oto opis jednego z moich poranków. Wszystkie opisane poniżej wydarzenia są prawdziwe. Nic nie zostało zmyślone. Same fakty. Nagie i autentyczne 😉 Wstaję rano, nieprzytomna czołgam się do łazienki, przez półprzymknięte oczy widzę na środku podłogi kupę. No tak, kupę. Mam szczęście, bo mąż jej nie zauważył, ale też jakimś cudem ominął. Nagle jasne się staje, dlaczego nad ranem obudziło nas głośne drapanie w kuwecie. Nasz kot ma skłonności do energicznego kopania, dzięki czemu czasem mu coś wypadnie… I jest wstyd, więc stara się to „coś” ukryć i jest przy tym dość pomysłowy. A to zakopie w dywanik, a to przykryje gazetą. Tym razem zostawił na widoku, ponieważ ze względu na głośne zachowanie w łazience, które nas obudziło dostał lekką reprymendę. Niestety kupa sobie przeleżała do rana. Sprzątam. Idę nastawić kawę. Znoszę cierpliwie wrzaski i pretensje, że balkon jeszcze zamknięty. Otwieram balkon. Słyszę BUM, PLASK, TRACH. Wychodzę na balkon, sprzątam resztki doniczki, przesadzam kwiatka, przestawiam kota, który mi pomaga. Kawa kipi. Ciśnienie nadal mam nad podziw niskie. Nie czuję nawet cienia zdenerwowania. Ba! Cieszę się, że resztki doniczki przydadzą się na zatykanie dziur w innych doniczkach. Wracam do kawy.  Znoszę cierpliwie wrzaski i pretensje, że mleko jeszcze nie nalane do miseczki. Co jak co, z mięsa Tosia może zrezygnować, ale nie z porannego mleczka. Mam tak samo z kawą, więc ze zrozumieniem nalewam kawy… tfu! MLEKA! Nalewam mleko do filiżanki. Siorbię gorącą kofeinowy napar bogów i lecę pod prysznic. Na luksusowej deszczownicy już siedzi rudy cień i gapi się na mnie z góry. No cóż, przecież deszczownica ma jedną funkcję – podestu dla kota. Myję się spokojnie będąc obserwowana przez dwie pary uważnych oczu. Mistrz rozrzucania kup jest również na swoim posterunku. Ubieram się. Czas na namalowanie sobie twarzy. Wyciągam kota z szafki. Wyciągam też koszyczek z kosmetykami. Z koszyczka wyciągam kota. Z kota wyciągam pędzelek do cieni. Już prawie wyglądam przepięknie. Znoszę cierpliwie wrzaski i pretensje, że ta gumka do włosów, to jednak powinna się kotu należeć. Koty znikają. Idę do sypialni. Kot jest na łóżku, już przyszedł czas na ich poranną drzemkę. Ryża śpi na kocyku, Czarny… Gdzie Czarny? Ale przecież ja zamknęłam szafę! To czemu drzwi są uchylone? Ha! Wyciągam kota z szafy. Znoszę ciężkie spojrzenie bursztynowo-zielonych oczu. Pora wychodzić z domu. Wynoszę koty z sypialni…

 

c35252b49a7cc654e012aa0ed1cacc2b

c00c5d76baa168893fda920f017ecbfd

aa31b3d3fa9437b6f43636462d75f221

ad89a0f34c78faad9d0bb47d08d8c9da

a0537c181c921233ffe6a6246e7ba80c

60e534feefea88b85319d80410e47eef

8c0c9b3997033c06a7a1b804cec27589

 

Jeszcze tylko rzut oka, czy kot gdzieś nie zamknięty jest. Tak na wszelki wypadek.
Kota to można wszędzie znaleźć: w szafie (wchodzi niezauważony jak cień), w koszu z brudną bielizną (potrafi jakimś cudem tak położyć przykrywkę, że wygląda na nieruszaną), w łóżku, za łóżkiem, na łóżku, na meblach w pokoju, na balkonie, na szafkach w kuchni… Czasem bywa nawet na swoim posłaniu! Poważnie 🙂

Najmilej jest, jak się kładę i natychmiast mam na sobie lub przy sobie moje kochane futra. Grzeją, kochają i przytulają. Zdarzają się też takie sytuacje, jak ta poniżej. Mąż mnie zabije, za upublicznianie:

Mąż siedzi na tronie z komórką w dłoni i się relaksuje. Zazwyczaj troszkę mu schodzi. A po fakcie:

– Kochanie, jak ja mam wstać?

-??? Normalnie?

– Kiedy Tośka zasnęła w moich spodniach znowu!

-…

 

Dzisiejszy post ilustrują świetne prace Nicole Wong. Więcej informacji na jej temat i portfolio znajdziecie TU.

 

 

po co ta siatka?

26 kwietnia 2014 Tags:, ,
komentarze: 0

Mała kombinatorka przyłapana, a jej przewinienie zostało udokumentowane. Wie, że nie wolno, ale koty przecież uważają, że jak człowiek nie widzi, to można. Wtedy można włazić do szafy, podżerać kotleta, chodzić po stole lub ewentualnie po barierce. No a Tosia jest kocicą pełną gębą! No to wlezie, nie patrzą przecież…

 

tosia_toka_siatka

 

I tak spaceruje wysoko nad ziemią… Tutaj chciałabym serdecznie podziękować mojemu tacie i mężowi za solidne zainstalowanie siatki zabezpieczającej. Polecam takie rozwiązanie wszystkim właścicielom kocich kaskaderów. Będziecie spać spokojnie.

 

ps. Antek nie korzysta, on ma ryzyko głęboko gdzieś 😉

 

 

 

 

na zakupy z kotem

07 kwietnia 2014 Tags:, , ,
komentarze: 0

Właśnie przeczytałam na portalu dla wielbicieli psów i kotów, który nosi dumną nazwę Z PAZUREM.PL artykuł na temat wspaniałej wrażliwości kotów na zepsute jedzenie. Potwierdzają się moje podejrzenia, że wędlina, której mój kot nie chce ruszyć, z pewnością nie nadaje się także dla mnie. Oczywiście warto wziąć poprawkę na przyprawy, których moje koty normalnie nie jedzą, prawdopodobnie mogą im nie smakować. Wracając do tematu, od dziś po mięso będę chodzić z Antkiem i Tośką. Jeśli nie będą chciały czegoś zjeść, nie kupię, wolę nie ryzykować. „Kici kici, co myślisz na temat tego kurczaczka? Fuj? No to może szponder wołowy? A ta szynka?”

 

W dzisiejszych czasach trudno jeść zdrowo. Nie mam zaufania do firm produkujących żywność. Nie ufam również małym przedsiębiorcom, którzy często pukają do drzwi a to z jajkami prosto od kury (przecież nie od koguta, a smakowały niestety jak sklepowe „z trójką”), a to z ziemniakami, a to z cholera wie czym jeszcze. Zakup zdrowej żywności staje się wyzwaniem i wymaga czasu, cierpliwości oraz znajomości. Jajecznica z jajek od biegającej po trawie kury smakuje wybornie! Albo takie mleko od krowy – niebo w gębie… Jego smak w niczym nie przypomina tego, co kupujemy w markecie jako „mleko pasteryzowane”. I możemy sami zrobić z takiego mleka prosto od mućki wiele innych, smacznych produktów: masło, mleko zsiadłe, śmietana, jogurt… Rozmarzyłam się 🙂

 

A na co dzień trzeba sobie jakoś radzić 🙂 Pomogą mi moi mali, dzielni, miauczący pomocnicy. Ich umiejętności w rozpoznawaniu dobrego mięsa nie wymagają tresury, to ich wrodzone zdolności. Koty mają niesamowity węch, wyczuwają azot i związki chemiczne, które go zawierają. Dlatego nie tkną mięsa zepsutego, czy doprawionego tymi związkami, by wędlina stała się cięższa, bardziej soczysta, była dłużej świeża. Zapraszam do przeczytania wspomnianego artykułu TUTAJ. I smacznego 😉

koty, kury, świnie i koromysło

19 marca 2014 Tags:, , , ,
komentarze: 0

Jest takie miejsce na ziemi, które dopiero niedawno znalazłam i pokochałam. Taka malutka, zielona kraina, pełna dzikich zwierząt, dorodnych kur, krwiożerczych krów (odczucia osobiste, proszę nie krytykować) i leśnych kotów, zwanych rysiami – Beskid Niski. To tu mój Mąż mi się odświadczył, tu wzięliśmy ślub i uciekamy odpoczywać w domu mojej przyjaciółki z dzieciństwa. Wiele osób znajduje w Beskidzie coś jeszcze – dom i miejsce do pracy. Jak Magda z Koromysła. A to jej cudeńka 🙂

 

Te posiadam osobiście, dostaliśmy je w prezencie ślubnym od mojej Marty z Buczynowej Doliny:

 

Kawka w Antku

Kawka w Antku

(…)