Brusio i Dobrusia

17 lutego 2014 Tags:
komentarze: 0

Dziś mamy zaszczyt gościć na naszej stronie koci duet. Z okazji Dnia Kota wpis z „Fotokotami czytelników” będzie wyjątkowy. To  historia dwóch uratowanych kotów, które jako dorosłe nauczyły się dzielić jednym domem i jednymi ludźmi. Pani Krystyna napisała: „Bruce (Lis) został podrzucony na klatkę schodową w mroźny styczniowy wieczór 2005 roku. Miał ropiejącą ranę na brzuszku. Początkowo miał być wyleczony i oddany, ale zawładnął sercami domowników (choć niektórzy musieli stoczyć wewnętrzną walkę) i tak zaczęła się nasza wielka przygoda z kotami. Obecnie zwie się Brusiem i rządzi całym domem. Codziennie wychodzi na spacery pod blokiem i czasami –zwłaszcza 13 dnia miesiąca – zmusza przesądnych przechodniów do omijania go szerokim łukiem.

Dobrusia, zwana uprzednio przez Autorkę bloga Dotką, spędziła kilka lat pod blokiem znosząc wszelkie przeciwności kociego losu, ale również spotykając życzliwych ludzi, którzy pomagali jej oraz jej dzieciom przetrwać trudne chwile. Trafiła do nas po raz pierwszy w zaawansowanej ciąży tuż przed mroźną Wielkanocą 2008 roku. Urodziła wtedy w naszej piwnicy pięć maluchów, które znalazły dobre domy i została wysterylizowana. Wróciła pod „swój” blok: było ciężko jej i nam, więc po trzech miesiącach została zabrana ponownie, tym razem cztery pietra wyżej. Ze względu na swój charakter (taka z niej była dobra mamusia) oraz na nowego towarzysza została nazwana Dobrusią.  Adaptacja do warunków domowych nie trwała zbyt długo. Obecnie sierściuchy zupełnie nieźle ze sobą koegzystują, czasami „dla przyzwoitości” się poganiają.”

 

Dotka-Dobrusia jest dowodem, że dziki kot, który przez kilka długich lat żył bez stałej pomocy człowieka, może być bardzo szczęśliwym i całkowicie domowym kotem. Kilka lat miałam przyjemność ją dokarmiać, obserwować, oswajać i zajmować się jej dzieckiem, z którym była bardzo związana. I ja też 🙂 Kiedy Dobrusia po porodzie w piwnicy Pani Krystyny wróciła pod moją klatkę, rozpaczliwie próbowała znaleźć sobie dom. Wtedy nie mogłam adoptować drugiego kota. Na szczęście, dzięki Pani Krystynie i jej rodzinie, wszystko dobrze się skończyło. Dzisiaj, kiedy Brusio zwiedza okoliczne krzaki pod czujnym okiem swoich opiekunów, Dobrusia cieszy się z własnego kąta w ciepłym domu i nawet nosa nie chce wystawić na swój dawny świat. Jeśli kiedyś na Waszej drodze stanie bardzo nieszczęśliwa kocia istota, zastanów się, czy nie warto podzielić się z nią domem. My już to zrobiliśmy 😉 Oj, było warto!

 

Brusio& Dobrusia_02

 

ps. Jeśli macie ochotę pochwalić się swoim kotem, to proszę o kontakt! 🙂

 

 

 

Dodaj komentarz

Musisz być zalogowany by móc komentować.